Jak wygląda życie podczas kwarantanny w Hiszpanii?

koronawirus w Hiszpanii

I tak dobiega miesiąc kiedy jesteśmy zamknięci w naszych domach… Z każdym dniem “zbliżamy się” do magicznej daty kiedy wrócimy do normalności. No właśnie… Jak będzie wyglądała ta normalność? Zanim jednak znajdziemy odpowiedź na to pytanie, to chcę Wam trochę opowiedzieć o tym, co przez ten miesiąc wydarzyło się w Hiszpanii i jak przeżywam kwarantannę na własnej skórze. Podam Wam informacje ciekawe a i czasem szokujące, także nie odrywajcie wzroku od tego wpisu.

Zanim wprowadzono stan alarmowy…

Pierwsze sygnały o tym, że koronawirus pojawił się w Europie (a właściwie we Włoszech) dotarły do nas w połowie lutego. Szokiem dla nas było to, że odwołany został karnawał w Wenecji, zwłaszcza, że sami w Vinaros w tym samym czasie obchodziliśmy karnawał (dodam, że jeden z największych i najbardziej popularnych w Hiszpanii). Żeby tego było mało, to tematem przewodnim tegorocznego karnawału w Vinaros był właśnie karnawał wenecki. Kiedy we Włoszech odwoływano kolejne masowe imprezy my bawiliśmy się na całego. W ogóle nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji! Tak teraz patrząc wstecz… W defiladach brało czynny udział ponad 2.000 osób defilujących a corocznie karnawał w Vinaros przyciąga turystów nie tylko z Hiszpanii, ale także z całego świata! Pojawiają się turyści z Francji, Włoch a nawet Chin! No właśnie… te dwa ostatnie kraje i sytuacja związana z Covid-19 przyprawiają mnie o gęsia skórkę. Przecież równie dobrze mógł wśród publiczności znaleźć się ktoś, kto był nosicielem tego wirusa…

Pierwszy przypadek koronawirusa w Hiszpanii

Pierwszy przypadek koronawirusa w Hiszpanii odnotowano 31 stycznia u mężczyzny pochodzenia niemieckiego, który chorobę “przywiózł” ze swojego kraju. No właśnie… odnotowano… bo my tutaj dowiedzieliśmy się o tym pierwszym przypadku dopiero po drugim pierwszym przypadku w słynnym już hotelu H10 Costa Adeje Palace na Teneryfie. Zarażonym okazał się być lekarz pochodzenia włoskiego, który przebywał tam ze swoją żoną na wakacjach. Hotel objęto kwarantanną a turyści mieli przymusowe wakacje na koszt państwa. Jak taką wiadomość odebrałam? No i dotarł wirus na Kanary… Między hiszpańskimi znajomymi śmialiśmy, że no niby zamknięci są tam ci turyści, ale za to mają relaks za darmo. Do telewizji ludzie z kwarantanny wysyłali filmiki, że przepisy przepisami, ale przecież opalać się można (wprawdzie w odległości od siebie, ale zawsze coś…) Hiszpanie patrzyli z ignorancją na ten przypadek, bo przecież na kontynencie byliśmy “bezpieczni”.

Mobile World Congress 2020 odwołany

Na tapetę wszedł Mobile World Congress i to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że władze Madrytu chciały, aby odbył się on w stolicy Hiszpanii a nie w Barcelonie. Po drugie firmy międzynarodowe zaczęły pomału wycofywać się z uczestnictwa w tej imprezie w obawie o zdrowie swoich pracowników. Strach przed zarażeniem wirusem a także wycofanie się z kongresu takich firm jak Cisco, AT&T, Intel, Facebook, Vivo, Sony czy LG, skłoniło organizatorów do odwołania tej imprezy. Do czego zmierzam… Anulowanie tej imprezy spotkało się z wielkim niezrozumieniem wśród ludności. Nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, które wkrótce nadejdzie…

Absurd goni absurd

Panika zaczęła się, kiedy 3 marca ukazała się wiadomość, że jeden z nauczycieli Madryckich szkół trafił na oddział intensywnej terapii i potwierdzili u niego słynny Covid-19. Dodam, że na ten dzień było potwierdzonych na terenie Hiszpanii 45 innych przypadków zachorowań na koronawirus. Po raz pierwszy jednak wirus ten dotarł do placówki edukacyjnej! No i co teraz? Wprawdzie pan nauczyciel (który wrócił z wycieczki po Włoszech) był na zwolnieniu lekarskim od 25 lutego z powodu zapalenia płuc, ale przecież już miał kontakt z innymi osobami a nawet z kilkoma uczniami, którym dawał tzw. “korki”. To gdzie ten tytułowy absurd? A no własnie w tym, że hotel na Teneryfie objęto kwarantanną, ale szkoły już nie! Zalecenia? Dezynfekcja szkoły i nauka dzieci jak poprawnie myć ręce. Czyli hotel zamykamy, ale szkoły już nie?!

Kilka dni później (8 marca podane do wiadomości publicznej) w szkole, do której uczęszczają córki króla Filipa VI odkryto kolejny przypadek koronki. Szkołę zamknięto? Oczywiście, że nie! No bo jakby, to wyglądało, że zamykamy szkołę, do której chodzą księżniczki, ale “zwykłej” szkoły już nie zamykamy? Ciągniemy dalej tę zabawę i myjemy dobrze rączki i odkażamy żelem antybakteryjnym (jak sama nazwa wskazuje, zabija wszelkie wirusy).

Imprezy masowe z koronawirusem

Jak donoszą hiszpańskie media już na początku Prezydent Rządu hiszpańskiego Pedro Sanchez dostał na swoje biurko raport przygotowany przez doradców Rządu i epidemiologów. W rzekomym raporcie podano nie tylko modele postępu zakażeń koronawirusem w Hiszpanii, ale także zalecenia, aby odwołać wszelkie imprezy masowe. Chodziło głównie o pochody związane z Międzynarodowym Dniem Kobiet oraz imprezy sportowe (czytaj: mecze piłkarskie). Jak tu odwołać te imprezy, gdzie chce uczestniczyć tyle ludzi? W samym Madrycie na pochodzie w obronie praw kobiet było ich w tym roku około 120.000 (mając na koncie zarejestrowanych zaledwie 589 zachorowań i 17 zgonów). Przecież takie liczby to jest nic… Nie przekonają ludności… Zaczekajmy jeszcze trochę, to sami nas będą prosić o zamknięcie…

No i oczywiście warto wspomnieć o święcie Fallas w Walencji… Od 1 marca codziennie aż do 19 marca (w normalnych warunkach) odbywają się pokazy dźwiękowe petard na placu przed ratuszem. Według danych organizatorów w zależności od dnia, pokazy te zrzeszają dziennie miedzy 30 a 50 tysięcy ludzi!!!! Koronawirus może tylko zacierać rączki, tzn. wypustki. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że podczas tych pokazów jest wiele ludzi spoza Walencji (krajowców i obcokrajowców). Jak to wszystko później się rozjedzie w swoje strony, to nad wirusem nie zapanujesz.

Czas ogłosić kwarantannę!

Kto by pomyślał, ze piątek 13-tego będzie dniem pechowym dla Hiszpanii. Tego dnia oczywiście jak co tydzień wybrałam się na większe zakupy z mężem. Co 2 miesiące mamy do wykorzystania bon rabatowy w jednej z sieci supermarketów. Zawsze wtedy robimy zakupy tzw. suchej karmy czyli makarony, ryże, oleje i inne takie tam mąki. Zdziwiła mnie większa ilość ludzi niż zwykle i papier toaletowy w każdym wózku w ilościach lekko nadmiernych. Nagle ludzie zaczęli szykować się na wojnę – kto więcej papieru zakupi i szybciej dojedzie do kasy. W kolejce tylko było słychać rozmowy o koronawirusie. Ale najciekawsza wiadomość dopiero dotarla dzień później…

Sobota, 14 marca.

Atak ludności na sklepy. Szarańcza mogłaby się uczyć jak atakować. Dlaczego tak się stało? Rząd postanowił wprowadzic stan alarmowy. Co to oznaczało? Praktycznie od niedzieli wszelkie bary, restauracje, sklepy z produktami NIE pierwszej potrzeby (np. odzieżowe) zostały zamknięte. Wprowadzono odległość kontaktów ludzkich w długości 1 metra (co później zmieniono na 1,5 metra). Produktem deficytowym były też maseczki, rękawiczki i alkohol do dezynfekcji.

koronawirus w Hiszpanii

Kiedy jedni szaleli po sklepach, inni pakowali manatki, aby z większych aglomeracji przedostać się w mniejsze miejscowości górskie czy nadmorskie. Moje rejony zostały dosłownie zalane ludnością z Madrytu. Na ten dzień stolica Hiszpanii już miała niechlubną sławę być najbardziej zarażonym miastem w tym kraju. Nie muszę dodawać jakie poirytowanie było tutejszej ludności – przecież nam tu wirusa przywiozą! Chodzą do “naszych” sklepów… Normalnie pozabijają nas! Ludzie są nieodpowiedzialni!

Sobota była takim szokiem dla wszystkich, bo co teraz? Jak będzie wyglądało nasze życie? Jak to nie będziemy mogli wyjść na kawę do naszego ulubionego baru i zrobić sobie weekendowy vermut ze znajomymi? Że co?! Że teraz mamy do kamerki pić?! W telewizji i radio leciały komunikaty jak ma wyglądać nasze życie przez kolejne “2 tygodnie” i co nam może grozić za niezastosowanie się nowych wytycznych:

  1. Nie wolno wychodzić z domu jeśli to nie jest siła konieczna
  2. Można wyjść na krótki spacer z psem
  3. Zakupy należy robić normalnie, bo wtedy wszystko będzie na półkach i każdy bez problemu będzie mógł kupić to co potrzebuje
  4. Wszędzie zachowywać odstęp
  5. W miarę możliwości wychodząc z domu zakładać maseczkę i rękawiczki
  6. I najważniejsze… dbać o higiene i myć ręce tyle razy ile się da.

Niedziela, 15 marca.

Nigdy w życiu nie słyszałam takiej ciszy w Hiszpanii!!! Co tu robić? Wyjść nie można… Ja całe szczęście mam widok na słynny hiszpański market Mercadonę i tego dnia podjechały 3 tiry, aby zapełnić półki sklepowe. Bez kitu, stałam z kartką w ręce i patrzyłam co wyładowują na paletach, aby zrobić listę tego co mi jeszcze brakuje. W między czasie w TV uczono nas jak poprawnie myć ręce. Wreszcie nauczyłam się je myć jak prawdziwy chirurg. Niestety po tylu ćwiczeniach nie tylko zszedł mi brud, ale i zaczął schodzić naskórek (a możne jednak to był bród?).

Zaczęło się narodowe sprzątanie mieszkań, domów, szaf itp.

Pierwszy tydzień kwarantanny

Pierwszy tydzień to takie zapoznanie się z pojęciem kwarantanny i sprawdzenie na ile można sobie pozwolić. W poniedziałek o 8:50 rano byłam już przed sklepem w kolejce, wprawdzie krótkiej, ale praktycznie długiej bo 1,5 metra każdy musiał stać od siebie. Guardia Civil pilnowała porządku i ustawiała nas “na oko” w odpowiedniej odległości. Do sklepu wpuszczano jedynie 40 osób (zmieściłam się!). Zakupy przebiegały normalnie… Nawet udało mi się złapać przedostatnie opakowanie papieru toaletowego! Jestem mistrzem!

Pierwszy tydzień przebiegł też na oglądaniu memów i “kreatywnych” filmików z wykorzystaniem papieru toaletowego. Hiszpanie odkryli, że można ominąć prawo wyprowadzając na spacer reklamówkę z makaronem i ryżem (taka wersja dla nie posiadających psów). Ludzie zaczęli przebierać się w dziwaczne stroje tylko po to, by wyrzucić śmieci. Przebrania rzekomo miały chronić ich przed wirusem, jednak bardziej chodziło o zaistnienie w sieci (np. chłopak przebrany w nadmuchiwany strój dinozaura).

Mogliśmy też podziwiać policjantów i guardia civil jak “zabawiają” lokalną społeczność śpiewem i graniem a także rożnymi zabawami np. w chowanego. Policjant w wozie służbowym odliczał do stu, po czym krzyczał “szukam, tylko schowajcie się dobrze!”. Taka zabawna forma mobilizowania narodu do siedzenia w domu. Przyznam szczerze, że po raz pierwszy odkryłam prawdziwe poczucie humoru Hiszpanów, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Rząd cieszy się, że wreszcie naród osiągnie taki stan higieny o jaki od dawna tutejszy sanepid zabiegał. Nie, to nie jest ironia, to fakt.

Zmiana stylu życia czyli nowy grafik zajęć

Poza tym, że pierwszy tydzień kwarantanny, był takim tygodniem zapoznawczym z nowym porządkiem panującym w Hiszpanii. U mnie w regionie bardzo szybko ludzie przystosowali się do nowych zasad (szacun!). Już w środę bez problemu można było iść zrobić zakupy. Nie brakowało prawie żadnego produktu. Jedynymi produktami, które nie są dostępne nawet po miesiącu kwarantanny to alkohol do dezynfekcji, rękawiczki (te tzw. chirurgiczne) oraz bardzo rzadko zdarza się spotkać żele antybakteryjne. Najdziwniejszym uczuciem było to, jak wszyscy się oddalali od siebie. Nawet mijając się na chodniku ludzie robią uniki. Nie wiem, czy po to by się nie zarazić, czy po prostu po to, by ciebie nie zarazić. Z dnia na dzień Hiszpanie zmienili się nie do poznania. Nawet ton ich głosu się zmienił! Wszyscy zaczęli ciszej mówić, bo przecież krzycząc wypluwamy nie tylko słowa, ale także płyny, które mogą zabijać (według nowej rzeczywistości).

Poznaj bliżej swojego sąsiada

O ile Hiszpanie to naród bardzo otwarty to jednak dopiero teraz wszyscy mają okazję poznać swoich sąsiadów jeszcze bardziej. O 10 rano wspólny aerobik, o 13-tej sąsiedzki obiad, o 17-tej sąsiedzki vermut i pogawędki (o wirusie, a jakże!), o 18-tej śpiewamy piosenkę “Resistiré” (“Będę się opierać”). O godzinie 20-tej obowiązkowe oklaskiwanie wszystkich pracujących w służbie zdrowia. Po kolacji przeglądamy memy i wysyłamy znajomym “a znasz to…?”.

Codzienny korowód samochodów policyjnych i strażackich przez ulice Vinaros.

Szczęśliwi ci, którzy mają sąsiada didżeja… Ja mam sąsiada, który ma firmę remontową i postanowił zrobić sobie remont swojego mieszkania… Takie techno w dobie koronawirusa.

I tak mija sobie pierwszy tydzień.

Ludzie na bruk i przymusowe bezrobocie

Muszę też poruszyć trudny temat bezrobocia. Niestety kiedy Pedro Sanchez zapowiedział zamknięcie kraju, wielu właścicieli restauracji, barów, sklepów, hoteli i innych zakładów pracy wręczyło natychmiastowe wypowiedzenia swoim pracownikom. Musicie wiedzieć, że w Hiszpanii po kryzysie z lat 2008-2010 zmienili prawo i pracownicy maja prawa (a jakże!), ale praktycznie żadne. Z dnia na dzień prawie 400 tysięcy osób znalazło się na bruku. Problem w tym, że osoby te nie zostały objęte specjalnym programem ochronnym, które Rząd wprowadził od poniedziałku 16 marca. Od tej daty cała reszta firm mogła skorzystać z opcji specjalnego bezrobocia i wysłać swoich pracowników na tzw. ERTE. Oznacza to, że pracownicy po zakończeniu się stanu alarmowego wrócą normalnie do swojej pracy. Podczas ERTE pracownik otrzyma wypłatę z tutejszego ZUSu w wysokości 70% tzw. base reguladora. Tylko teoretycznie, bo jeśli ktoś zarabia dużo i jest objęty ERTE to i tak (jeśli nie ma dzieci) maksymalnie dostanie 1089€.

Drugi tydzień kwarantanny

Hiszpania zaczyna drugi tydzień kwarantanny z ponad 33 tysiącami zakażonych i prawie 2200 ofiar śmiertelnych. Dochodzą do nas informacje tragiczne o przepełnionych szpitalach, braku środków ochronnych w szpitalach, braku personelu medycznego. Lekarze i pielęgniarki sami stali się nosicielami koronawirusa. Ci, którzy mieli objawy lekkie zmuszani byli do pracy przy chorych. Mimo, zaangażowania do pracy lekarzy emerytowanych, studentów ostatniego roku medycyny i pielęgniarstwa oraz osoby, które były w trakcie uznawania swoich dyplomów medycznych, to i tak było to niewystarczająco…

Nagle zabrakło miejsc na intensywnych terapiach, brakowało respiratorów. Respiratory brano z klinik weterynaryjnych. Lekarze w Madrycie w największym natężeniu zachorowań musieli decydować kogo ratować a kogo nie. W najgorszym momencie przestali ratować i podpinać do respiratorów osoby starsze niż 70 lat. Głośnym echem odbiła się wiadomość, że jedna ze staruszek 90-letnich poprosiła, aby jej nie ratować i oddać jej respirator innej potrzebującej osobie. Nie muszę chyba dodawać jakie było wzruszenie lekarzy i pielęgniarek w takim momencie…

Dodatkowo doszły problemy z pozyskaniem sprzętu i maseczek z zagranicy. Nie lada wyzwanie ma Rząd Pedro Sancheza…

Pojawiają się wiadomości o zbiorczych zgonach w hospicjach. Opiekunowie z dnia na dzień opuścili swoje stanowiska pracy i pozostawili samym sobie osoby starsze w hospicjum (część z nich zarażona była koronawirusem). Sprawą zajęła się prokuratura a Rząd powołał do pracy specjalne jednostki wojskowe, które miały odwiedzić wszystkie hospicja na terenie całego kraju i przeprowadzić dezynfekcję tych miejsc. Zaczęły docierać kolejne smutne wieści, kiedy w kolejnych hospicjach wojskowi odkrywali ciała osób ulokowanych w owych jednostkach. Ta sytuacja bardzo wstrząsnęła cała Hiszpanią i światem. Pewnie zastanawiacie skąd tyle zachorowań w hospicjach? Oczywiście każdy przypadek jest inny, ale jako główną przyczynę bierze się zarażenie przez personel medyczny, który nie jest zatrudniony na stałe w hospicjum i musiał “obsłużyć” osoby starsze. To był też czas, kiedy sami lekarze i pielęgniarki nie wiedzieli, że mogą być zarażeni.

Niektórzy Hiszpanie tak do serca wzięli sobie kwarantannę, że kontrolują swoich sąsiadów wyprowadzających psy. Zdarzały się przypadki pobić a nawet grożenia biała bronią (czytaj nożem). Najbardziej niezrozumiałe dla mnie były ataki (rzucanie jajkami i wyzwiska) w matkę, która wychodziła na krótki spacer ze swoim kilkuletnim autystycznym synem (zgodnie z kwarantannowym prawem może to robić, ale nie za często). Teraz ta biedna kobieta musi na spacer wychodzić z wielkim kartonem, na którym z daleka widać napis “Mój syn ma autyzm”.

Nawet członkowie Rządu nie są bezpieczni kiedy w powietrzu panuje Covid-19

Media podają, że część członków rządu jest zarażonych koronawirusem. Dodatkowo u żony Pedro Sancheza potwierdzono Covid-19. Co wiecej, eksperci zapowiadają, że najgorsze ma jeszcze nadejść… W poniedziałek 23 marca poinformowano cały naród, że kwarantanna będzie przedłużona aż do 11 kwietnia. Szczerze mówiąc to nikt nie wierzył, że to ostateczny termin (i jak się później okazało mieliśmy rację). Wojsko zaczęło budować szpitale polowe w miejscach gdzie wirus robił największe spustoszenie.

Do akcji wkracza ludność cywilna i kto może szyje maseczki i fartuchy dla personelu medycznego. Pojawia się wielu wolontariuszy, którzy dowożą jedzenie do najbardziej potrzebujących. Małe prywatne sklepy oddają cześć swojej żywności dla szpitali. Gestów solidarności i jedności nie brakuje. Wszyscy Hiszpanie wspierają się w tym bardzo trudnym czasie… Wieczorami oklaskami oddajemy hołd już nie tylko personelowi medycznemu, ale wszystkim, którzy w tym trudnym czasie zmuszeni są pracować, aby nam, którzy jesteśmy w domu niczego nie brakowało.

W prywatnych szpitalach zaczęto robić tzw. drive test (pierwszy był szpital w Vigo). Osoby, które zgłaszały się przez specjalny numer koronawirusowy otrzymywały datę i godzinę kiedy mogą podjechać swoim samochodem i zostanie pobrany im wymaz bez konieczności wychodzenia z auta. Człowiek w kombinezonie ochronnym pobiera próbkę i od razu zabiera ją do analizy. Po 2 godzinach wynik gotowy.

Dodatkowo zaostrzono nam kary za nieudokumentowane wyjście poza najbliższą okolicę miejsca zamieszkania. Zamiast 100 euro za spacer z niewidzialnym psem, ryżem w reklamowce czy ogólnie z psem ale ponad 150 metrów od domu podniesiono do 600 euro. Oczywiście jak w każdym narodzie znajda się wyjątki od reguły… Dodatkowo w samochodzie może jechać tylko kierowca (jeśli chodzi o taxi, pasażer i kierowca musi nosić maseczkę).

Tymczasem sytuacja robi się jeszcze gorsza…

Trzeci tydzień kwarantanny

Każdego dnia przybywa między 8 a 10 tysięcy zarażonych… Na początku nie było widać nadziei na to, żeby wkrótce miało się coś zmienić. Od 2 tygodni w Hiszpanii przeprowadza się ponad 20.000 testów na obecność koronawirusa. Echem odbija się wtopa Rządu, hiszpańskiego, który zakupił od firmy chińskiej testy bez atestu. Materiał sanitarny z przyczyn politycznych przetrzymywany jest na granicach (tzw. strefach celnych). Ogólny chaos nie tylko sanitarny, ale też polityczny na szczeblach międzynarodowych. Mimo złej passy zaczyna pomału docierać material sanitarny do szpitali.

Hotele zmieniono w szpitale

Dodatkowo w wielu miejscach przystosowano hotele na potrzeby medyczne. Zaczęły działać tzw. hotele medykalizowane (obok mojego mieszkania zmieniono jeden z hoteli 4* na takie potrzeby). W hotelach tych nie tylko był umieszczony personel medyczny, który ściągnięty został z innych rejonów kraju, ale także osoby, które przechodzą chorobę w sposób nie wymagający hospitalizacji. Z tego co pokazywali w tutejszej TV w pokojach sciagniete zostały zasłony i firany, niepotrzebne meble zostały usunięte (pozostały tylko do użytku stolik nocny, krzesło i telewizor). To co można było zabezpieczyć folią zostało nią pokryte. Z zewnątrz pokryto hotel płachtami materiału, które przepuszczają światło, ale tak, aby nikt z zewnątrz nie mógł zobaczyć co dzieje się w środku .

Tak jak już wspomniałam wojsko zaczęło wznosić hotele polowe, aby móc odciążyć szpitale. W Hiszpanii chyba nie ma szpitala, w którym nie leżałaby osoba zarażona koronawirusem. Wirus uderzył z taką siłą, że nie było czasu nawet wydzielić szpitali na tzw. Szpitale jednoimienne. Poza tym zachorowań było tak wiele, że w pewnym momencie tego typu rozwiązanie nie zdałoby egzaminu.

W Madrycie powstał szpital polowy z paneli białych, porobione zostały boxy, podłączono sprzęt… Wojsko zostało wysłane do Barcelony (a w zasadzie do Sabadell), aby również i tam wznieść szpital polowy. Niestety ów szpital polowy był zbyt wojskowy ( namioty polowe w barwach militarnych) i władze Katalonii tupnęły nóżką: Kolor nam się nie podoba, bo jest zbyt militarny. My chcemy jak w Madrycie… takie białe panele… i żeby były boxy. No i to biedne wojsko musiało zwinąć cały material, aby 2 dni później wznieść nowy szpital polowy według wytycznych władz Katalonii. Dodam, że jest to okres kiedy jest najwięcej zachorowań i zgonów.

Informacja, która wstrząsa ludnością to pewien idiota (bo inaczej tego nie można nazwać), zwanym przez media “przedsiębiorcą”, który wraz ze swoją ekipą okradł magazyn, gdzie były składowane maseczki ochronne. Wartość ukradzionego materiału to 5 milionów euro. Poza tym był tak sprytny, że wyciągał maseczki z opakowań tak, aby później nie można było dojść skąd sprzedawane przez niego produkty realnie pochodzą. Najzabawniejsze jest to, że wśród pudełek, które otworzył znaleziono pudełka, które zostawił… Jakieś milion maseczek… Dobry chłop z niego… Zostawił coś dla innych… A może po prostu ich nie zauważył?

koronawirus w hiszpanii

W mediach podają, że w Madrycie nie nadarzają z chowaniem ciał i otworzono lodowisko, gdzie były składane zwłoki osób, które pośrednio lub bezpośrednio umierały przez koronawirusa. Ludzie nie mogą pochować swoich bliskich. Domy pogrzebowe zacierają rece i podwyższają ceny (co później ureguluje Rząd). Tyle cierpienia wśród osób, które straciły bliskich a dodatkowy ból jest taki, że nawet między sobą rodziny nie mogą się uściskać i pocieszyć w bólu…

W trzecim tygodniu zaostrzono także ruch na ulicach i drogach. Mogą pracować tylko osoby, których praca jest niezbędna dla funkcjonowania państwa. Koniec z zakupami w sklepach internetowych. Jeśli nie są to produkty spożywcze czy środki ochrony i czystości, to zamówienie jest wstrzymane. Wśród Hiszpanów widać ogólne zmęczenie… pojawia się co raz mniej memów, lub pojawiają się, ale nie są już zabawne, ale głupie… Więcej osób decyduje się łamać prawo i polnymi drogami próbują uciec do mniejszych miejscowości (i tak inkubować i zarażać wirusem).

Spada sprzedaż makaronów, ryżu, mąki. Rośnie sprzedaż chipsów, oliwek i o prawie 80% wzrasta sprzedaż piwa i innych trunków z procentami. Zaczyna się wielkie narodowe tycie, bo przecież ileż można ćwiczyć z osiedlowym trenerem. Kończą się imprezy osiedlowe z didżejem… Teraz to już jest zakłócanie ciszy (taki absurd i to w Hiszpanii!!). Didżeje przenoszą się z działalnością do internetu i tam robią swoje “koncerty”.

Czwarty tydzień kwarantanny

Pierwsze dobre wiadomości. Liczba dziennych zachorowań i zgonów zaczyna stopniowo spadać. Zbliża się okres Wielkanocy. Jest to okres szczególny dla Hiszpanów (a zwłaszcza mieszkańców Andaluzji), bo Wielki Tydzień odbywają się wielkie procesje. Policja i Guardia Civil odnotowuje więcej przypadków łamania kwarantanny i do pomocy im zaangażowano wojsko. O ile ludzie próbują uciekać polnymi drogami (nie ma opcji, aby kontrolować wszystkie drogi wyjazdowe z dużych miast, bo za mało jest służb odpowiedzialnych za to), to niespodzianki spotykały kierowców na trasie lub w miejscach docelowych. Dużo osób w tym czasie próbuje dostać się w rejony nadmorskie. W związku z tym, wojsko pilnowało wjazdów do tych turystycznych miejscowości. W telewizji ogólnokrajowej pokazali nawet drogi wjazdowe do Peniscoli (około 10 km ode mnie).

Pedro Sanchez oficjalnie przedłuża kwarantannę do 26 kwietnia i zapowiada, że to nie koniec i jeśli będzie miał zalecenia od tutejszego sanepidu, żeby kwarantannę przedłużyć to nie zawaha się tego zrobić. No to posiedzimy w zamknięciu do 11 maja… (a może dłużej…).

Podsumowanie, czyli moje osobiste przemyślenia

Pierwszy raz w życiu usłyszałam taką ciszę w Hiszpanii… Jak pięknie śpiewają ptaki w tym kraju… Nawet jeśli jest to skrzek mew. Po miesiącu siedzenia w kwarantannie odczuwam już zmęczenie fizyczne, niedotlenienie organizmu (szczęśliwi są posiadacze ogrodów). Jeśli ja odczuwam takie zmęczenie to nie chce myśleć co czują osoby starsze i przede wszystkim dzieci. Nudzą mnie już te “spotkania” sąsiedzkie. Ze stresu zamiast przytyć schudłam kilogram! Przez to nie zmieszczę się w statystykach, które mówią, że podczas kwarantanny w Hiszpanii każdy z nas średnio przytyje 4 kg. Otwieram drzwi do lodówki zapchanej jedzeniem po brzegi i mówię, że nie ma nic do jedzenia.

Odczuwam też różnice w jakości snu. Ciężej mi się zasypia, budzę się w nocy. Śpię krótko po czym po kilku dniach odsypiam w dzień. Pocieszam się, że z każdym dniem jest co raz bliżej normalności… Nowej normalności.

Czy można przygotować się na atak koronawirusa?

Po obserwacji tego co stało się w Hiszpanii stwierdzam (i czuje się odpowiedzialna za moje słowa), żaden, nawet najlepszy kraj czy Rząd nie jest w stanie być gotowy na tego typu pandemię. Chwalenie się dużą ilością respiratorów jest mydleniem oczu, bo w obliczu takiej choroby, nic po respiratorach jak za chwilę nie będzie osób, które będą umiały je podłączyć. Koronawirus to nie tylko próba systemu sanitarnego, ale także funkcjonowania całego państwa i kondycji gospodarki. Hiszpańskie firmy, fabryki same bez udziału Rządu zmieniły szybko profile działalności, tak aby przetrwać a także dać czy utrzymać zatrudnienie ludności. Fabryki odzieżowe szyją maseczki, zakłady chemiczne produkują środki do dezynfekcji. Firmy z drukarkami 3D drukują części do respiratorów oraz maseczki ochronne. Firmy starają się jak mogą, bo Rząd sobie z tym wszystkim nie radzi. Umiesz liczyć? Licz na siebie!

Pomoc Rządowa, ale nie dla wszystkich

Rząd Pedro Sancheza wprowadził dyrektywy na mocy których, po stanie alarmowym zakłady pracy nie mogą zwolnić pracowników przez 6 kolejnych miesięcy z powodu strat związanych z pandemią. To jest to słowo klucz… Przez pandemię cię nie zwolnią, ale z innego powodu już tak?! Zobaczymy jak teoria wyjdzie w praktyce.

Dodatkowo banki zostały “zobligowane” do przesunięcia spłat rat kredytów hipotecznych (i tylko hipotecznych) o co najmniej 2 miesiące. Oczywiście, aby móc przesunąć raty z powodu niższych dochodów trzeba przedstawić szereg dokumentów (np. zameldowanie, które trzeba mieć aktualne). Już sama lista dokumentów jakie trzeba zaprezentować przeraża. Część osób zrezygnuje na samym początku. Po złożeniu dokumentów oczywiście taki wniosek bank możne odrzucić, bo po wyliczeniu specjalnej formuły może się okazać, że się nie mieścisz w pojęciu “najbardziej potrzebujących”.

Na własną rękę banki mogą oferować także na swoich zasadach odroczenia spłat innych kredytów i owszem takie oferty się pojawiają. Znając jednak banki doszukiwałabym się drugiego dna takich akcji.

Pomóżmy przedsiębiorcom małym i średnim. Rząd “oferuje” kredyty nieoprocentowane, ale waha się z odroczeniem składania deklaracji VAT. W końcu decyduje się na taki krok… ufff

Co dalej będzie z Hiszpanią?

Zadaję sobie takie pytanie już od dwóch tygodni. Ciężko jest mi wyobrazić sobie nową rzeczywistość w Hiszpanii i zmianę kulturową jaką przejdzie ten naród. Jak długo potrwa taki dystans fizycznych kontaktów międzyludzkich? Jak sobie poradzi gospodarka Hiszpanii? Muszę wspomnieć, że prawie 60% gospodarki hiszpańskiej opartej jest na turystyce. Zmieni się coś w tych proporcjach? Czy Hiszpanie uznawani za największych leni i “mañana” Europy podniosą się z tego ciosu? No właśnie… Co wy na ten temat sądzicie? Jak według Was będzie wyglądać nowa Hiszpania postkoronawirusowa? Czekam na wasze odpowiedzi na mailu lub komentarzach.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. 30 kwietnia 2020

    […] Zapraszam Was do przeczytania artykulu Jak wygląda życie podczas kwarantanny w Hiszpanii? […]

  2. 3 maja 2020

    […] Przeczytaj też artykuł Jak wygląda życie podczas kwarantanny w Hiszpanii? […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *