Pandemio! Coś ty zrobiła z Hiszpanią?!

pandemia w hiszpanii

Jakże piękne były czasy, kiedy to wszyscy Hiszpanie jednoczyli się na balkonach (a także w oknach) wzajemnie wspierając się podczas kwarantanny. Oklaskiwali wysiłki służb sanitarnych w walce o zdrowie i życie osób zakażonych. Po tym obrazie zostały jedynie wspomnienia. Hiszpańska cierpliwość ma swoje granice! Przecież nie można być ciągle zamkniętym w domu. Dość już wycierpieliśmy. Czas na fiestę, spotkania rodzinne i w gronie przyjaciół. Pandemii mówimy stanowcze STOP.

Jeden za wszystkich, każdy za siebie!

Nie da się w przeciągu kilku miesięcy zmienić kultury i przyzwyczajeń Hiszpanów. O ile na ulicy typowego cmok-cmok na przywitanie już dawno się nie widzi, o tyle w domach w gronie rodzinnym i wśród znajomych przywitanie łokciem zmienia się w buziaki i uściski. Przecież nikt tego na zewnątrz nie widzi… Hiszpanie taaaaaak długo “cierpieli” z powodu braku życia socjalnego, że wbrew informacjom o kolejnych drastycznych danych odnośnie liczby zarażonych, urządzają nielegalne “koronawirus party”. Wszyscy się bawimy, co niektórych zarazimy a jak zachorujesz to już twój problem. Taka dziwna solidarność.

Pandemia w Hiszpanii, ale fiesta musi być

Znowu kilkanaście tysięcy nowych zarażeń. Hiszpanie od jakiegoś czasu (kiedy nie było jeszcze drugiej fali zachorowań w innych krajach europejskich) zastanawiali się: Co jest nie tak? Dlaczego to zawsze my mamy tyle zachorowań? Przecież Włosi też mają życie towarzyskie podobne do naszego?! Dlaczego to właśnie my przodujemy w statystykach?

A propos jeszcze statystyk… Pedro Sanchez został uznany za jednego z najlepiej zarządzających kryzysem pandemii polityków w krajach EUROPEJSKICH. Oczywiście na drugim miejscu od końca i zaraz po Donaldzie Trumpie. Wiem co piszę, bo tak mi powiedziało już kilku Hiszpanów.

Tak się bawi młodzież w Hiszpanii podczas pandemii

Czas powiedzieć sobie szczerze: zawalają politycy swoimi decyzjami, ale zawalamy też my. Dyskoteki otwarte (obecnie już nie), no to idziemy. Restauracje i bary zgodnie z prawem wszystkie stoliki zajęte. To przecież nie wystarcza… Jak się bawić to na całego! To może zaczniemy urządzać nielegalne fiesty? Studenci na dachach akademików (później na kwarantannę wysłano 25.000 uczniów Politechniki w Walencji). Nielegalne libacje alkoholowe (uwielbiam te 2 słowa) w parkach, poza miastami… Przecież młodzież musi się wyszumieć. Później wróci do domu jakby nigdy nic, zarazi rodziców i dziadków. Jedni przejdą chorobę łagodniej inni może nie przeżyją… Nie szkodzi. Najważniejsze, że było się na imprezie. No i najważniejsze… Weekend poza miastem w górach, tam gdzie rzekomo nie ma ludzi a na miejscu okazuje się, że wszyscy inni wpadli na ten sam pomysł co my.

Nie obwiniajmy młodzieży za drugą falę pandemii

Hiszpania podzieliła się na dwie części: ta młodzież co imprezuje i nie widzi pandemii i na tych, którzy krytykują tę młodzież co imprezuje, i która nie widzi problemu. Ale czy wszyscy Hiszpanie są bez grzechu?

Oczywiście, że nie! Kawusia i wermucik ze znajomymi w barze musi być. Najlepiej pójść do baru, bo tam wreszcie można pooddychać świeżym kowidowym powietrzem. Do tej pory bary i restauracje są oazą dla wielu Hiszpanów. Jak to wygląda?

Siadamy przy stoliku i mówimy “no wreszcie można ściągnąć to dziadostwo”. Później zamawiamy kawusię lub wermucik. Teraz bierzemy głęboki wdech a na koniec wydechu lekkie kaszlnięcie (ktoś z tyłu mówi: kowid). Zaczynamy rozmowę. No jak to w Hiszpanii bywa, trzeba skomentować to co się dzieje aktualnie i jak to młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy z zagrożenia. Pokomentujemy, że w tej restauracji to dobry jest dystans między stolikami, ale patrz tam dalej… Pełno ludzi zbici prawie w “kupę” i stolik na 10 osób (wcześniej to było zgodne z prawem, teraz tylko do 6 osób).

Potem trzeba ponarzekać jak to gospodarka siadła i że nam też obcięli pensję, ale na kawę czy wermucik jeszcze nas stać. Potem zgodnie z hiszpańską tradycją należy ponarzekać na polityków, że nie radzą sobie z pandemią a na koniec zapłacić i odejść od stolika zakładając maseczkę poniżej nosa… No bo przecież gdybyśmy ją założyli poprawnie, to byłby to szok dla organizmu.

Ale nie tylko widać rozluźnienie w barach czy restauracjach. Zdarzają się przypadki, że ludzie nie odkażają rąk przed wejściem do sklepu czy supermarketu. Dzieje się tak, ponieważ już nikt tego nie kontroluje. Zdarza się, że ludzie widząc, że ktoś nie odkaża rąk hydrożelem dostępnym przed wejściem do sklepu, zwracają takiemu “delikwentowi/delikwentce” uwagę. Wtedy zawsze słyszy się w odpowiedzi: Ja swoim żelem odkaziłem/odkaziłam. Wtedy ten co zwrócił uwagę leci do kasjerki: “Pszę panią… pszę panią… a ten to nie odkaził rąk przed wejściem… Ja nie donoszę… Tylko mówię, żebyście to kontrolowali, bo później tacy klienci jak ja, bierzemy artykuły i być może już są skażone, a potem to ja do domu wirusa przynoszę.”

Nerwowość ludzka nie zna granic

To co na co dzień odczuwa się w Hiszpanii to zmiana w humorze i zachowaniu Hiszpanów. Naród ten już nie jest tak otwarty i wesoły jak wcześniej. Dużo osób przez kwarantannę popadło w depresję. Niemożność przytulenia drugiej osoby stała się dla Hiszpanów tak dotkliwa, że wpłynęła negatywnie na ich samopoczucie. Teraz na ulicach odczuwa się podenerwowanie, niecierpliwość i często agresję. W Vinaros zaczęły się dziać rzeczy, które wcześniej nigdy nie widziałam (a mieszkam tu już 5 lat).

Sytuacja na ulicy:

Matka z ojcem kłoci się, dziecko na to patrzy… Nagle matka policzkuje ojca i zaczyna uciekać w siną dal z płaczem… Dziecko w ryk… Ojciec do dziecka: mamusia już chyba nie wróci. Dziecko jeszcze głośniej “ryczy”.

Sąsiedzi z bloku na przeciwko przy otwartych oknach. Para, tak mniej wiecej w wieku 24-26 lat. Sytuacja jak ja to nazywam “Chodź Kochanie, niechże ci napyskuję”:

Ona krzyczy, że nie jest głupia i że wie że on ją zdradza. On grzecznie krzykiem odpowiada, że przecież on jej nie zdradza. Ona jeszcze głośniej mu mówi, że ona głupia nie jest i że ludzie jej mówią, że on ją zdradza i że ma jej pokazać telefon z wiadomościami z łotsapa. On grzecznie używając hiszpańskiego odpowiednika słowa k**wa odpowiada, że ona mu nie ufa i, że jak on mówi, że jej nie zdradza, to znaczy, że mówi. Ona wciąż nalega. On lekko się uniósł honorem i gestem jakby chciał ją uderzyć zrzucił wszystkie szklanki ze stołu. Teraz następuję dźwięk tłuczącego się szkła…

Coraz wiecej sąsiadów pojawia się w oknach i obserwują sytuację. Ona biegnie po miotłę i zmiotkę i tak wykonując czynności sprzątania wciąż wytyka mu przez płacz, że on ją zdradza. On poczuł się poruszony tą sytuacją, że tak nieładnie zareagował, podszedł do niej… wziął w nerwach jej twarz w swoje dłonie i powiedział jej głośno z czułością: popatrz na mnie, popatrz na mnie… przecież ci k**wa mówię, że cię nie zdradzam. Ona kazała mu się wynieść z domu. On posłusznie wziął telefon i wyszedł z domu. Gdy przechodził pod oknem ona pomachała mu miotłą i strzepała resztki szkła na pożegnanie. Para wciąż mieszka ze sobą i są bardzo “zakochani”.

P.S.
W takich sytuacjach wszyscy kontrolują co się dzieje, aby w razie czego zadzwonić po odpowiednie służby. Takie sytuacje często wymykają si spod kontroli i kobiety w Hiszpanii narażone są na przemoc wobec nich (agresja nasiliła się podczas kwarantanny). Całe szczęście to nie był taki przypadek.

Nie ma ślubów, ale są rozwody

Podczas kwarantanny Hiszpanie nie tylko odkryli, że trzeba wymienić sofę czy telewizor, ale także żonę lub męża. Nagle spędzając tyle czasu ze sobą pod jednym dachem, Hiszpanie spostrzegli za kogo wyszli za mąż lub z kim się ożenili. Nagle miłość się kończy i coś z tym trzeba zrobić. Ale zanim się rozwiedziemy to trzeba zapisać się na jakiś portal randkowy. Warto mieć przecież jakieś wyjście awaryjne… Tylko trzeba uważać, żeby nie flirtować przez przypadek ze swoim mężem czy żoną. Najlepiej wyprowadzić się do nowej partnerki czy partnera. Jak już się pozna nową miłość życia wtedy można złożyć pozew o rozwód. Wszystko szybko się dzieje i przez Skype rozwód załatwiony.

Ach te zdrady podczas kwarantanny… Głośna była niedawna wpadka jednego z prezenterów, który podczas kwarantanny zdawał relację na żywo z własnego domu i nagle w tle przechodzi jego kochanka w bikini (inna prezenterka). Podobno on miał ustawioną tak kamerkę, że rzekomo jak kochanka będzie wychodzić do ogrodu, to nie będzie jej widać… Z resztą sami oceńcie:

Niewierność podczas kwarantanny w Hiszpanii

Turystyka padła, gospodarka ledwo zipie

Zmieniamy emocje i teraz coś na poważnie. Hiszpania, kraj turystyką płynący nagle stał się krajem widmo. Większość hoteli jest pozamykana. Otworzą się w sezonie 2021, a może nie? Bary i restauracje działają w trybie awaryjnym. Niektóre z lokali już postanowiły się zamknąć. Część z nich otworzyła się pod inną nazwą, mimo, że właściciele są ci sami. Dlaczego? Bo nie można pracownika zwolnić przez kryzys związany z koronawirusem. Nie ma wystarczającej pomocy ze strony Rządu, więc trzeba zacząć kombinować. Jak pozbyć się pracowników? Ogłaszamy upadłość. Za jakiś czas otwieramy biznes z mniejszą ilością pracowników. Można też znaleźć inny powód do zwolnienia: np. za wolno pracuje, nie wyrabia norm, lub zwyczajnie za ugodą: ja załatwię ci bezrobocie, państwo będzie ci płacić, a ty nie będziesz musieć pracować dla mnie. Kuszące prawda? Kto by tego dla szefa nie zrobił?

Bezrobocie i ubóstwo

Co raz więcej ludzi jest na bezrobociu, a to dopiero początek zwolnień. Druga fala pandemii pozostawia jasnym to, że co raz wiecej firm zacznie upadać i to nie tylko z sektora turystyki. Zaczną zamykać się małe sklepy i butiki. Inditex (Zara) zapowiedział zamkniecie wielu sklepów swojej sieci. Wszystko przenosi się do internetu. Jeśli firma nie ma swojego sklepu online czy strony internetowej to ma małe szanse na przetrwanie. Ratunkiem maja być fundusze z Unii Europejskiej, ale jak Rząd je rozdysponuje to wielka enigma. Tymczasem liczba rodzin ubogich ciągle rośnie i wcale problem nie dotyczy przybyszów legalnych czy nielegalnych z innych krajów. Teraz to już dotyka większej liczby rdzennych Hiszpanów.

Skoro politycy nie mogą to Hiszpanie sami zadbają o rozwój gospodarki. Pojdą do swojego ukochanego baru, zamówią kawusię i tak drobnym datkiem wspomogą lokalne biznesy. Przecież nie pozwolimy, żeby przez pandemię zniknął z mapy nasz ukochany lokal z szefem, który nas zna i od czasu do czasu zaprosi nas na jednego kielonka gratis. Nie pozwolimy, żeby zniknęła nasza ukochana piekarnia czy cukiernia gdzie pani ekspedientka zawsze nas pyta co słychać i jak trzeba będzie, to poleci dobrego elektryka czy hydraulika.

Jak to mówią Hiszpanie: Niech nadejdzie już czas, kiedy wreszcie będziemy mogli legalnie na ulicy wyściskać się.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *