Powrót pandemii w Hiszpanii

powrot pandemii w hiszpanii

No i stało się to co było nieuniknione: powrót pandemii w Hiszpanii. Władze sanitarne oraz rząd hiszpański szykowali się na taką ewentualność, ale nie spodziewali się, że wirus zacznie atakować tak szybko. W mediach (jeszcze podczas kwarantanny) mówiło się o tym, że kolejna fala pandemii przewidywana jest na jesień (październik/listopad). Latem wirus będzie osłabiony. W dużych temperaturach ginie i trudniej mu będzie się rozmnażać i przenosić w powietrzu… Tak mówili… Jak pokazują obecne wydarzenia niestety teoria okazuje się nietrafiona… no przynajmniej nie w całości.

Hiszpania otwiera swoje granice dla turystów

Według pierwotnego planu Hiszpania miała otworzyć swoje granice na początku lipca. Termin został przyspieszony o ponad tydzień, bo jak się spodziewano, zaczęła “siadać” gospodarka szybciej niż przewidywano. Z jednej strony Hiszpanie cieszyli się, że przyjadą zagraniczni turyści, bo dadzą trochę zarobić. Z drugiej strony słyszałam też opinie, że przyjadą ci Francuzi i Niemcy i nas pozabijają wirusem. Tak źle i tak nie dobrze… Ale co zrobić? Żyć w miarę normalnie trzeba zacząć.

Pomału zaczęli przyjeżdżać wyżej wspomniani Francuzi i Niemcy, głównie ci, którzy mają swoje letnie rezydencje w Hiszpanii. Zabawny widok kiedy to na ulicy słysząc język niemiecki czy francuski Hiszpanie omijają turystów szerokim łukiem. Nie chcą nawet usiąść przy stoliku obok turystów. Ludzie! Przecież to turyści powinni bać się nas! To przecież my tutaj w Hiszpanii mieliśmy ogromny problem z pandemią koronawirusa!

Pracownicy sezonowi ogniskiem zapalnym koronawirusa

Jak się okazało, to nie turyści rozprzestrzenili ponowne zachorowania na kronawirus, ale pracownicy sezonowi z Afryki, ale także z krajów Europy Wschodniej. Pojawiały się kolejne zachorowania w rożnych zakładach przetwórczych i rezydencjach gdzie mieszkali owi pracownicy. No bo przecież po co robić test pracownikom zanim podejmą pracę?! To wszystko kosztuje! Poza tym skoro nie muszą przechodzić kwarantanny to dawaj ich do pracy za kilka groszy od zaraz! Trzeba nadrobić straty!

Jeden, drugi, trzeci zarażony… Trzeba poddać kwarantannie wszystkich pracowników! Zakład staje… Nagle okazuje się, że wirus pojawia się w kolejnych miasteczkach. To chyba zrozumiałe. Przecież ci ludzie muszą iść do lokalnych sklepów, napić się kawy czy piwa w barze. Nie rozumiem skąd takie zdziwienie wśród Hiszpanów w tej kwestii.

Zarażeni nie tylko ludzie, ale także zwierzęta!

Kilka tygodni temu podano do publicznej wiadomości, że kot pewnej mieszkanki Madrytu zaraził się koronawirusem od swojej właścicielki. Jako, że Hiszpanie są wielkimi wielbicielami zwierząt domowych tzw. “mascotas” to właściciele psów odetchnęli z ulgą. Nie brakuje jednak osób, które jako członka rodziny posiadają kota. Ja też mam czworonożnego przyjaciela, który zwie się łóżkiem (ale ten raczej koronawirusem się nie zarazi).

To jeszcze nic! Okazuje się, że wirus przenosi się także na norki. Na jednej z futrzanych ferm w prowincji Teruel (Aragon) połowa z pracowników zarażona była koronawirusem. Przebadano także zwierzęta i u 86% z nich obecny we krwi był Covid19. Ciekawe, prawda? Niestety zwierzęta musiały zostać uspane (w zasadzie i tak by je poświecili na futra). Zaskakująca jest jednak liczba uspanych norek z pechowej fermy: 92.700!!!

Prawo jedno, życie drugie…

Jeśli myślicie, że Polacy są najlepszymi kombinatorami w Europie i specjalistami w omijaniu prawa to się mylicie. Hiszpanie nie omijają prawa, oni je łamią i na dodatek jeszcze nikt ich za to nie karze! Czas na historie z życia wzięte i wytłumaczenie tego co własnie napisałam. Wszystkie opisane sytuacje miały miejsce w miejscowości, w której mieszkam.

Zgodnie z prawem przy wejściu do lokali gastronomicznych powinny być wystawione żele hydroalkoholowe do odkażania rąk a także przed każdym kolejnym klientem, stolik i krzesła powinny być odpowiednio zdezynfekowane. Im wiecej czasu upływa… tym żele znikają z lokali (nie dlatego, ze ktoś je kradnie, tylko dlatego, że właściciele chcą zaoszczędzić). Dezynfekcja stolików i krzeseł… no cóż… spray z alkoholem zastąpiono produktami do ogólnej dezynfekcji w domu. Czyli takie pseudo coś, ale pachnie jakby było czysto. W sieci pojawiały się filmiki jak odkażano stoliki z rana mopem, który wcześniej i później lądował na myciu podłogi.

Maseczki, maseczki… wszędzie maseczki…

Prawie w całej Hiszpanii jest obowiązek noszenia maseczek. Ludzie owszem noszą… Jak “władza nie patrzy” wtedy można opuścić ją tak, aby można było oddychać przez nos… Albo na przykład założyć ją na brodę (bo przecież przez brodę najłatwiej się zarazić). Są też tacy, którzy próbują chronić czoło lub łokieć przed pandemią. No i znów prawo swoje a życie swoje… Ile razy widziałam kelnerów z opuszczonymi maseczkami. Nikt z klientów nie zwracał im uwagi… przejechała Guardia Civil i też nie zareagowała…

Zgodnie z przepisami maseczki nie trzeba zakładać jeśli uprawia się sport a noszenie takowej maseczki utrudnia nam oddychanie. No to co… Ubieramy się w strój jak na “siłkę” i idziemy pobiegać, albo pochodzić. Tak, tak… pochodzić… Zawsze można powiedzieć, że się szybko chodzi i maseczka utrudnia nam oddychanie.

Rejony najbardziej cierpiące z powodu nawrotu pandemii w Hiszpanii

Katalonia i Aragon na ten moment posiadają 70% przypadków zachorowań na koronawirusa. W Barcelonie jest to ponad 1200 wykrytych przypadków dziennie. W rzeczywistości nikt tak naprawdę nie wie ile jest tych zachorowań, bo władze “gubią się” w ich zliczaniu i jak podają media wyniki oficjalne są znacznie zaniżone. Nikogo to nie dziwi, bo w obecnej sytuacji gospodarczej Hiszpanii nie można straszyć turystów. Jakby co… to wszystko jest pod kontrolą.

Życie Hiszpanów podczas stanu alarmowego

Ludność Barcelony i Saragossy została poproszona o dobrowolne poddanie się “kwarantanie” i wychodzenie tylko wtedy kiedy to jest konieczne. No tak… mieszkańcy mają siedzieć w domach a turyści mogą chodzić po mieście i zwiedzać… Jak to mówią Hiszpanie: dopóki prawnie nam nie zabronią to ja będę wychodzić.

W piątki policja robi akcję informacyjną i proszą ludność z Saragossy i Barcelony, żeby nie przemieszczali się do swoich drugich rezydencji. Zasłyszane na ulicy: “Bo wiesz… ja jestem z Saragossy i w ten piątek jak wyjeżdżaliśmy z mężem do naszej drugiej rezydencji zatrzymała nas policja. Pytają się gdzie jedziemy, wiec mu mówię, że do Peñiscoli, bo tam mamy naszą drugą rezydencję. No i mówi mi, żebyśmy lepiej pozostali w Saragossie, bo jest taka a nie inna sytuacja, żeby wirusa nie rozprzestrzeniać itp. Ja mu mówię, że ja wirusa nie mam i nie zamierzam rezygnować z weekendu nad morzem. Jak ma nakaz, żeby mnie zawrócić to niech mi go pokaże. W innym przypadku jadę dalej. No i nas puścił.” I to nie jest odosobniony przypadek… Tutaj w Vinaros przyjechało dużo osób z Barcelony, Saragossy i Madrytu i mamy pierwsze ogniska zakażeń. Przez 3 miesiące była cisza… Teraz strach jest wyjść z domu.

Wirus inny, ale jednak ten sam

Niby wirus panujący w Hiszpanii to ten sam, który zaatakował w marcu i kwietniu, mimo to nie jest tak śmiertelny jak wcześniej. Obecnie najwięcej zachorowań odnotowuje się wśród młodych ludzi w wieku 20-40 lat. Znaczna większość z nich przechodzi chorobę bezobjawowo. Dowiadują się o niej dopiero kiedy komuś z ich otoczenia stan zdrowia pogorszy się i są zmuszeni do zrobienia testu. Niby temperatury wysokie w lecie miały pomóc w walce z covid 19, ale jak widać teoria nie pokrywa się z rzeczywistością.

Kolejną grupą ognisk zapalnych zaraz po pracownikach sezonowych są imprezy rodzinne. Hiszpanie są narodem, który bez bliskości osób nie są w stanie wytrzymać. Imprezy rodzinne, grille, spotkania towarzyskie… Do tego wiele nielegalnych imprez w lokalach nocnych skąd wychodzi coraz wiecej przypadków (w tym jeden w moim rejonie).

Na koniec chcę Wam jeszcze powiedzieć, że nawet lekarze i apteki nie przestrzegają zasad higieny narzuconych przez rząd hiszpański i Ministerstwo Zdrowia. Musiałam iść do lekarza do przychodni. Na wejściu powinni mi zmierzyć temperaturę i tego nie zrobili. Pani doktor, u której byłam wyszła po zakończonej wizycie na korytarz i rozmawiała z inną lekarka bez maseczki. W aptece przy wejściu powinien być dostępny żel hydro alkoholowy i go nie było. Czyżby chcieli, żebyśmy wszyscy pozarażali się?

Jak to mówią Hiszpanie: “najważniejsze, aby wirus nas nie złapał o suchym pysku, a jak już złapie, to o pełnym żołądku”.

Zapraszam Cie także do przeczytania artykułu pt. Jak wygląda życie podczas kwarantanny w Hiszpanii?

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *